Chang Bui — malarka

Chang Bui — malarka urodzona w Hanoi.
Jedyną rzeczą, za którą goni to malowanie powoli.

To Twoja pracownia? Czemu tu tak pusto?

Tak, przejęłam ją niedawno od miasta i jeszcze nie zdążyłam się tu urządzić, ale powoli zabieram się do zagracenia sobie przestrzeni.

Lubisz wnętrza, w których dużo się dzieje?

I tak i nie. Lubię przedmioty, jednak to właśnie pusta przestrzeń jest dla mnie lekarstwem na wszelkie dolegliwości życia w mieście. To daje odpoczynek mojej głowie. Teraz chcę utrzymać tę pustkę jak najdłużej się da, ale znając siebie, w twórczym szale pewnie zawalę się rzeczami, narzędziami, przyborami. Jednak póki co cieszę się pustką.

Jakbyś miała wstawić tu jedynie pięć przedmiotów, czym by one były?

Stolik, krzesło, kartki, pióro i tusz.

Myślisz, że to właśnie przestrzeń wpływa na to, co się dzieje w naszej głowie, czy głowa na to, jak wygląda przestrzeń dookoła?

Jedno i drugie. Nasza głowa z pewnością reaguje na otoczenie. Najlepiej odpoczywa jednak, kiedy ma ograniczoną ilość bodźców. Idąc tym tropem, wypoczęta głowa jest wolna od zakłóceń, wtedy łatwiej zachować nam porządek w środku i na zewnątrz. Myślę, że potrzebujemy porządku, żeby czuć się dobrze, ale porządek nie zawsze potrzebuje nas 🙂

Jakie są Twoje obrazy? Są odzwierciedleniem tego, co w sobie masz, czy tego, o czym marzysz? Zachwycają mnie kolory i struktury, które prezentujesz.

Moje obrazy są dziwne, nie mają jednoznacznej narracji, ani historii. Powstają z potrzeby wyrażania siebie i są dla mnie sposobem na cieszenie się życiem.

Malujesz pędzlami, nogami, czy rękami?

Głównie sercem 🙂

(...) wypoczęta głowa jest wolna od zakłóceń, wtedy łatwiej zachować nam porządek w środku i na zewnątrz.

Robisz to na co dzień?

Tak, robie to non stop, nawet kiedy nie mam pędzla w ręku.

Masz jakieś ulubione projekty, w których uczestniczyłaś, i chciałabyś o nich opowiedzieć?

Miałam to szczęście uczestniczenia w wielu ciekawych projektach artystycznych. Każdy z nich to osobne doświadczenie, które wniosło unikalną wartość do mojego życia.

Kiedy myślę o projektach, na myśl jako pierwsze przychodzą mi projekty z czasów studiów na ASP a dalej kilka pobocznych, w których uczestniczyłam dzięki staraniom kuratorów i przyjaciół. Każdy jest godny uwagi, ale nie będę wymieniać wszystkich, bo mogłabym zanudzić cię długimi opowieściami. 

Ulubionym projektem dla mnie był wyjazd do TNUA (Taipei National University of Arts) gdzie poznałam artystów z całego świata i każde doświadczenie wyniesione z tamtego czasu daje mi siłę i odwagę, żeby dalej się kształcić w tej dziedzinie i nie poddawać się trudnościom, wytrwale uczyć się o sztuce i być sztuką. 

Wspomnę tu też o małej wysepce we Włoszech, na której spędzam sporą część swojego życia. Uczę się o permakulturze, o tym jak być autonomicznym i zwróconym w stronę natury, o tym jak sadzić drzewka i zbierać plony, jak działa zdrowy ekosystem i jak żyć w zgodzie z naturą. To mój osobisty projekt skierowany na czerpanie inspiracji i sięganie po to, co mnie uwrażliwia. 

W Warszawie udało mi się przez jakiś czas stworzyć projekt Węże i i Chmury z Zuzią Gaszyńską. W tym roku dołączyłam też do kolektywu “Zbiorowy”.

Jak wygląda twoje codzienne życie obok malarstwa? Co jest w nim dla ciebie najważniejsze?

Na co dzień trochę pracuję, realizując drobne zlecenia i dużo śpię. Oprócz malarstwa ważna dla mnie jest rodzina. 

Masz tu miły widoczek z okna. Myślę sobie teraz, że fajna ta Warszawa. Za co Ty lubisz ją najbardziej?

Tak, jest pięknie. W Warszawie lubię najbardziej to że, jest rodzaju żeńskiego.

Nalejesz mi jeszcze łyk tej ziołowej herbaty? Bardzo mi smakuje.

Tekst i zdjęcia: Alicja Gielniowska