Kamil Rekosz

— ilustrator

Z Kamilem spotykamy się w jego mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu.

Wchodze na 3. piętro bloku z lat 50-tych. Duże industrialne okna z pomalowanymi na czarno framugami. Na ścianach obrazki i przedmioty oprawione w ramy. Na środku salonu — duży stół, pod ścianą dwa kredensy przyozdobione mnogimi bibelotami. Kamil na dzień dobry włącza płytę Black Fire Adrew Hilla i bierze łyk zimnego piwa.

Ja w tym czasie przechadzam się badając otoczenie.

Opakowania po kliszach, zdobycze w postaci znaków drogowych, pamiątki z komunii, reprodukcje wiekowych obrazów. Siadamy na kanapie w towarzystwie rekwizytów do martwej natury, sterty książek, płyt winylowych i południowego słońca.

Na ścianach dostrzegam m.in. obrazy Michała Moląga i plakaty Tomaszewskiego. To celowa selekcja? Te prace mają dla ciebie jakieś szczególne znaczenie?

Tak. Plakat Tomaszewskiego do wystawy rzeźb Henry Moore’a to pierwszy kawałek projektowania jaki mnie poruszył. Pamiętam, to było gdzieś w liceum. Wszedłem po prostu na wystawę plakatu w Galerii Płockiej i to był pierwszy plakat jaki zobaczyłem, od razu poczułem, że to jest właśnie to co chcę robić w życiu, nie wiedząc jeszcze wtedy, że istnieje coś takiego jak “projektowanie graficzne”. Wiem, że brzmi to sztampowo ale tak właśnie było… a Michał Moląg był moim pierwszym nauczycielem malarstwa, jeszcze przed ASP. Prowadził kultowe zajęcia z rysunku i malarstwa w Starej Prochowni.

Studiowałeś malarstwo. Jak to się stało, że zostałeś ilustratorem?

Nigdy nie myślałem o tym żeby zostać ilustratorem, cała ta sprawa z projektowaniem graficznym wypłynęła dosyć organicznie podczas studiów, po prostu szukałem jakiegoś źródła dochodu które byłoby możliwie blisko sztuki. Zacząłem od projektowania logotypów, ilustracja była wtedy gdzieś zupełnie z boku, nie interesowała mnie. Chyba jej się też trochę bałem, nie wiedziałem może jak zacząć… Z czasem, kiedy logotypy zaczęły mi się nudzić, ilustracja zaczęła mnie przyciągać coraz bardziej. Na tą chwilę jeszcze nie mógłbym siebie nazwać ilustratorem, tak czuję… ale wiem, że właśnie w tym kierunku chcę iść.

Które ze swoich projektów lubisz najbardziej? Opowiesz nam o nich?

Najbardziej lubię te projekty, które dopiero się rodzą i które rozpracowuję. O tych zrealizowanych szybko zapominam.

Skąd te monety?

Monety są z USA, dostałem je kiedyś w prezencie, to są chyba jakieś stare centówki z podobiznami traperów, bizonów i Helen Keller, nie mam pojęcia czy mają jakąś wartość. Moi znajomi wiedzą, że czuję małą sympatię do Stanów więc czasem dostaję coś z tym związanego.

Myślałeś kiedyś o wyprowadzce do Stanów? To chyba dobry rynek dla ilustratorów?

Nie. Znam kilka osób które mieszkają w Nowym Jorku chociażby, presja jest ogromna, koszty utrzymania chore a i tak teraz prawie każdą pracę graficzną można wykonywać zdalnie.

A jak to jest być ilustratorem w Polsce?

Jest ciasno. Mam wrażenie, że jest mało miejsca na nowe osoby, często przewijają się te same nazwiska a wydawnictwa niechętnie podejmują ryzyko.


Najbardziej lubię te projekty, które dopiero się rodzą i które rozpracowuję. O tych zrealizowanych szybko zapominam.

Też chciałabym zostać ilustratorką. Doradziłbyś mi czy odradził?

Działaj.

Jak wygląda Twój regularny dzień z życia?

Jedyne stałe momenty to poranek i wieczór, wstaję o 7:30 a idę spać o 23:00 i staram się ten rytm utrzymywać za wszelką cenę. To co się wydarzy pomiędzy, zależy od dnia.

Czy obecna sytuacja na świecie i w kraju przekłada się na Twoją pracę? Czy czujesz jakieś negatywne konsekwencje pandemii w życiu prywatnym, czy zawodowym?

Szczerze mówiąc to nie. Ostatni rok pracowałem na etacie jako projektant wystaw a ilustrację robiłem po godzinach. Teraz pracuję na freelance z domu i myślę, że gdyby pandemii nie było to wyglądałoby to identycznie. Mam dosyć introwertyczną naturę i siedzenie w domu i robienie swoich rzeczy to dla mnie raj.

Nie dziwię się. Ta przestrzeń wydaje się być znakomitym azylem twórczo-rekreacyjnym. Jakbyś miał wybrać, które miejsce w domu jest Twoim ulubionym?

Haha. Tak, spędzam tu pewnie 95% czasu. Kanapa, zdecydowanie.

Potrafisz odpoczywać, pracując z domu? Z tego, co wiem, to nie jest taka prosta sprawa.

Cały czas się tego uczę. Dla mnie podstawą odpoczynku jest po prostu przerwa od gapienia się w ekran, w takim sensie odpoczynkiem może być cokolwiek, staram się jak najwięcej czytać i słuchać muzyki.

Fajne robaki. Zapozujesz z nimi?

Robaki są z targu staroci na Kole. Żałuję, że mam tylko te 2, chciałbym ich mieć całą ścianę. Jak ktoś wie gdzie takie znaleźć to proszę o kontakt.

Tekst i zdjęcia: Alicja Gielniowska