Tosia Kiliś i Agata Klimkowska — założycielki Fenka

Tosia Kiliś i Agata Klimkowska. Założycielki Fenka — znajdującej się przy Tamce pracowni ceramiki, którą znają wszyscy moi znajomi i nie tylko. W Warszawie jak ceramika to Fenek. A jak Fenek to kto?

Fenki to najmniejsi przedstawiciele rodziny psowatych. Choć są drapieżnikami, mają łagodne usposobienie i łatwo je oswoić. Fenki to zwierzęta nocne, sypiają w podziemnych norach. Są zwierzętami społecznymi. Śpią w norkach razem z całą rodziną. To wiemy o Fenkach. Czy Fenki to Wy?

Tosia: Nigdy tak o sobie nie pomyślałam, ale na pewno sympatyzuję z tym wielko usznym zwierzakiem. W Fenku staramy się na pewno o to, aby cała nasza ekipa była zadwolona — czyli mogę potwierdzić, że Fenek to zwierzę społeczne.

Siedzę u Was w pracowni. Jest mi tu strasznie przyjemnie. Ogarnia mnie spokój kiedy smyracie te małe słodkie filiżaneczki pędzelkiem. To dźwiękowe i wzrokowe doznanie. Powtarzalność czynności, cierpliwość, skupienie — jak na to patrzę, totalnie się rozpływam. Czy to tak relaksująca czynność jaka się wydaje? Czy od tego w ogóle trzeba kiedyś odpoczywać?

Tosia: Dużo osób tak na to patrzy, ale u nas wbrew pozorom często panuje chaos. Bardzo dużo czynności robimy na raz — planujemy, rozmawiamy o dokumentach, projektujemy no i po prostu wykonujemy te przedmioty. Nasza ekipa stale się rozrasta, więc wiecznie dogadujemy coś i ustalamy. Ale są momenty bardzo spokojne — praca z porcelaną wymaga uważności, wszystko jest bardzo delikatne.

Agata: Przez swoją kameralność pracownia na Tamce ma bardzo milutki klimacik, ale kiedy wszyscy próbują robić tu jednocześnie swoją robotę zaczyna być gęsto. Ja lubię od tego raz na jakiś czas odpocząć i celować w godziny kiedy jestem tu sama. Więc w sumie bardziej potrzebuję odpoczynku od organizowania pracy niż od samej pracy z materiałem.

Która z Was jest bardziej zen?

Tosia: Mi się wydaje że ja, bo bardzo trudno mnie wyprowadzić z równowagi, ale trudno mi to ocenić w skali zen.

Zwróciłam uwagę na to, że macie całkiem długie palce. Czy myślicie, że to ma coś wspólnego z manualnymi predyspozycjami / talentem? Tak jak np fakt, że ojciec Jimiego Hendrixa miał ich po sześć u każdej ręki?

Agata: Nigdy nie zwróciłam na to uwagi. A może dużo używane palce zaczynają rosnąć człowiekowi z wiekiem tak jak uszy. 

Tosia: Mi się wydawało że mam małe ręce.

Jak wygląda regularny dzień z Waszego wspólnego zawodowego życia? Wyobrażam sobie, że długo siedzicie przy stole wytwarzając ceramikę. Ręce zajęte a co z przestrzenią dookoła? Czym ją wypełniacie?

Tosia: Częściej bardziej chodzimy dookoła stołu, ładujemy piec, przestawiamy rzeczy i czasem przysiadamy. Ja coraz częściej krążę, załatwiam coś, wpadam do pracowni i wypadam z niej, Akurat dziś trafiłaś na dzień zdobienia, kiedy faktycznie dużo siedzę. Do niektórych czynności wolę muzykę, a do niektórych ciszę. Ostatnio podobało mi się jak Zuzia puściła swoją playlistę z tureckim disco.

Można przypalić ceramikę? Ten piec straszy od pierwszego wejrzenia.

Tosia: Można! Akurat porcelanę ciężko, bo ma bardzo wysoką temperaturę topnienia. Ale kiedyś włożyłam do pieca glinę która była na niższą temperaturę wypał i kubek zamienił się w glinianą plazmę przyczepioną do półki — także można.

Ja praktykuję przypadkowość i „samorobienie” się rzeczy. To znaczy dla mnie działanie bez planu, brak szkiców.

Czym jest dla Was tworzenie ceramiki? To proces twórczy, który przenosi Was na inny poziom wrażliwości i spełnienia czy rzemiosło, które potrafi mocno nużyć? Spełniacie się w tym artystycznie?

Agata: Ja jestem raczej rozkminiaczem i lubię wybierać zadania które wymagają rzemieślniczej sumienności i rozkminki procesu i przeważnie zupełnie mnie to nie nudzi. Ale bardzo sobie cenię to że mogę też pracować twórczo. 

Tosia: Dla mnie to możliwość tworzenia w 2D i 3D jednocześnie — pracowanie nad kształtami i zdobienie. Ceramika to bardzo szerokie pojęcie, bardzo lubię to, że w tej dziedzinie jest baaaardzo dużo możliwości formowania, wielkie bogactwo materiałów, różne techniki zdobienia. Jest to dziedzina w której cały czas można się uczyć, eksperymentować, odkrywać nowe własne myki.

Jak Waszym zdaniem uchwycić istotę kreatywności? Czym ona tak ogólnie dla Was — artystek — rzemieślniczek jest?

Tosia: Ja praktykuję przypadkowość i „samorobienie” się rzeczy. To znaczy dla mnie działanie bez planu, brak szkiców. Ale to chyba osobiste spojrzenie — ogólnie myślę, że kreatywność to elastyczność i zauważanie wielu rozwiązań.

Podobno o gustach się nie dyskutuje. Wy dyskutujecie między sobą? Czy wyczuwacie się bez słów?

Tosia: Różnie to bywa. Dobrze się znamy, ale dużo dyskutujemy, bo Fenek to moim zdaniem połączenie naszych gustów.

Tekst i zdjęcia: Alicja Gielniowska